Pieniny - Trzy Korony

Pieniny są piękne…

Pieniny naprawdę są piękne. Właśnie tydzień temu wróciłem z tego zakątka naszych gór. Oczywiście byłem tam z Singlami. Czy było fajnie? Oczywiście… a jak było? Opiszę pokrótcę za chwilę… Historia ta zaczyna się wcześnie rano. Tak wcześnie, że każdy normalny człowiek o tej godzinie przewraca się z jednego boku na drugi. powiem krótko… właśnie świtało, gdy…

Wsiadłem do samochodu i ruszyłem na południe. Droga była całkiem męcząca, bo jechaliśmy prawie 10 godzin, ale…

Pieniny

przywitały nas pochmurną pogodą. Już w trakcie jazdy do Krościenka nad Dunajcem mogliśmy podziwiać piękne górskie krajobrazy. Droga wiła się dolinkami poprzez małe wsie. Co chwilę przekraczaliśmy jakieś strumienie, czy może rzeczki? O dziwo wszystkie miały taką samą nazwę, czyli tak na prawdę przejeżdżaliśmy nad tą samą rzeczką. Pieniny - Krościenko nad Dunajcem - panoramaDało się już pewnie zauważyć, że piszę przejeżdżaliśmy, a przecież wyruszałm w góry sam… Rozwiąznie tej zagadki jest bardzo proste, na naszym forum dla Singli umówiliśmy się w czwórkę na wspólny wyjazd – nudy więc w podróży nie było.

Krościenku byliśmy popołudniu. Zmęcznie podróżą dało o sobie znać, ale krótka drzemka postawiła mnie na nogi i na uroczystą kolację w góralskiej kolibie, byłem już całkiem „na chodzie”. Zebraliśmy się przed wejściem, by powiedzieć sobie niepewne „dzień dobry”. Dlaczego niepewne? No cóż, zebrało się nas kilkanaście osób z całej Polski… nie znaliśmy się… jeszcze… ale to miało się już za kilka chwil zmienić i… zmieniło się, a jakże :)

W kolibie czekały na nas drewniane stoły, ryś, bażant i kruk pod sufitem, no i oczywiście trzaskający ogień w kominku. Zasiedliśmy na ławkach przy stole i się zaczęło. Najpierw walnąłem powitalną mowę. Ups… nie wiem czy wyszło mi to dobrze czy źle, ale… co tam, w końcu byłem opiekunem grupy, więc ktoś musiał zagdać. Potem przedstawiliśmy się sobie… żadne imię się nie powtórzyło. Tragedia – jak to wszystko spamiętać! Ale damy radę… nie takie rzeczy się w Pieninach będzi robiło ;). Zaraz po tych krótkich indywidualnych pogaduchach, wszyscy rzucili się… do rozmów? Czy ja wiem… pewnie trochę tak, ale ja byłem głodny… tak najzwyczajniej głodny… dlatego rozmawiałem w przerwach w jedzeniu. Impreza się rozkręcała, były pieczone nad ogniem kiełbaski i karkówka, i smażone oscypki, i kwaśnica… i bigos… i łącka śliwowica… a na flaszce taki oto napis: „Daje krzepę, krasi lica nasza łącka Śliwowica”.

strumykPierwszy dzień pobytu w Krościenku był dosyć krótki… większość z uczestników była zmęczona podróżą i dosyć szybko poszła spać. A już jutro ruszamy…

w Pieniny!

A już rankiem po śniadanku… zbiórka! Buty na nogach, zapał w głowach i sercach… dobry humor na ustach…. idziemy zwiedzać muzeum przyrodnicze w Krościenku. A w nim oglądamy film o motylkach… nie byle jakich… tylko ładnych, białych i pod ścisłą ochroną… zwią się Niepylak Apollo… udało mi się zapamiętać… he… he… he… były też inne atrakcje i makieta okolicznych gór, trochę popsuta, ale można było sobie chociaż pooglądać. Po wyjściu z muzeum czakała nas nie lada gratka. Pierwszy spacer w Pieniny i to od razu na najwyższy szczyt, czyli Trzy Korony.

A droga wiodła pod górkę. Pod całkiem sporą górkę. Pod taką górkę, że po kilkunastu metrach było ją czuć w płucach, a zaraz potem w nogach. Nie było łatwo, oj nie było, ale… trochę przyzwyczajenia i było już lepiej… zdecydowanie lepiej, bo wypłaszczyło się znacznie. Ogólnie droga na Trzy Korony przywitała nas dosyć trudnym odcinkiem, by potem podziękować nam pięknym widokiem na panoramę Krościenka. Słońce świeciło… widoki urzekały na każdym kroku… a my dzielnie i wesoło wędrowaliśmy razem pod górkę.

Po drodze odpoczywliśmy na ławeczkach, żartowaliśmy i cieszyliśmy się wspaniałą pogodą. Przed samym „szczytowaniem” mały odpoczynek i w górę po metalowych schodach. Kroczek za kroczkiem cieszyliśmy się każdym widoczkiem ;). Hmmm… nie wiem jak to opisać, bo trudno jest opisywać piękno zwykłymi słowami. Poetą nie jestem, więc ograniczę się do prostego okrzyku zachwytu… Łaaaaał… A ze szczytu ukazały się nam przepięke Pieniny, w całej swojej okazałości. W oddali widać było Tatry, a u dołu wił się niebieską wstążką Dunajec. Wiatr rozwiewał włosy… i było przyjemnie… tak przyjemnie, że chciało się tylko by chwila ta trwała i trwała… Ale niestety wszystko co miłe szybko się kończy – nadszedł czas powrotu…widok-z-trzech-koron

Z Trzech Koron schodziliśmy innym szlakiem w kierunku Góry Zamkowej
, gdzie dodwiedziliśmy ruiny zamku… ruiny ciekawymi się nie okazały, ale samo zejście było dosyć „lesiste”. A potem ju
ż szybciutko na obiad, bo te kilka godzin nas nieźle „zgłodniało”.
I tak oto drugiego dnia pobytu Pieniny, pozwoliły nam zdobyć swój najwyższy szczyt. Co bardziej weseli Single „doszli” i „szczytowali” pełni radości.

A wieczorem… tuż po obiadokolacji się działo, oj się działo… Zebraliśmy się w świetlicy i jak przystało na wytrawnych imprezowiczów, imprezowaliśmy, w bardzo wesołych nastrojach. Żartów było co niemiara… a przede wszystkim integrowaliśmy się grając w Mafię. Nie było łatwo, ale było bardzo zabawnie…

A już następnego dnia od rana czekała nas kolejna wyprawa tym razem na spływ Dunajcem – pontonowy, a jakże, ale o tym już napiszę w kolejnym odcinku tej krótkiej, górskiej epopei ;)

Podobne artykuły:

komentarz

Comments & Reviews

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

CommentLuv badge

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.