Kanał Elbląski - statkiem po trawie
2
Listopad 29th, 2018

Kanał Elbląski – wpuszczeni w kanał? – to się okaże…

A dzisiaj spotkałem na swej drodze kanał i to nie byle jaki kanał, bo Elbląski Kanał. Nie zostałem w niego wpuszczony. Dobrze, że był to tylko kanał w postaci wodnej i nie udało mi się do niego wpaść. Ale zacznijmy tę historię od początku. A początki sięgają średniowiecza i Zamku w Malborku. Dziwne? Eeee…. wcale nie…

Moja historia związana z kanałem rozpoczęła się w Malborku. Ot… wyjechałem na singlowy weekend do Malborka połączony ze oglądaniem Kanału Elbląskiego, a nawet sprawdzeniem czy działa i jak działa. Taki był plan i tego się trzymajmy. Był piękny, słoneczny weekend czerwcowy. Fajna ekipa (jak zwykle ;) czy już kiedyś pisałem, że mam szczęście do fajnych ludzi?). Zwiedziliśmy zamczysko w Malborku. Powiało średniowieczem. Wieczorem nad Nogatem powiało chłodem, więc trzeba było się troszeczkę rozgrzać miejscowym piwem.

Dzień, w którym popłynę po trawie

I wreszcie nadszedł ten dzień. Dzień, w którym popłynę po trawie. I w cale nie chodzi mi o „tę trawę” ;). Nie mniej głupich myśli ;). Chodzi o to, że popłynę statkiem po trawie. Nie miej głupich myśli ;). To całkiem poważna sprawa. Obiło mi się o uszy, że Kanał Elbląski to taki fajny kanał, gdzie statki płyną po… lądzie… Czy można płynąć po lądzie? Hmmm… to zależy od ilości trawy ups… ;) Ogólnie po lądzie można jechać np. tramwajem czy pociągiem i… wcale nieprzypadkowo wspomniałem o tych środkach transportu, bo własnie po szynach, na specjalnych wózkach toczą się statki po kanale. Ale powiem szczerze – bardziej podoba mi się określenie: statkiem po trawie ;). A Tobie?

Jak to się odbywa? Hmmm…. po co opisywać, jak można zobaczyć. Zerknij na załączony filmik.

Statkiem po trawie ;)

Czy spóźniłeś się kiedyś na statek?

Ja się spóźniłem. Ufff… ale znów zacznijmy od początku. Jak już pisałem poprzednio, dzień w którym popłynę po trawie nadszedł i zapowiadał się świetnie. Było ciepło, słonecznie. Wyglądało to wspaniale. Zapas 1,5 godziny do odpłynięcia statku wydawał się wystarczający. Trasa z Malborka na pochylnię Buczyniec powinna nam zająć niecałą godzinę. Zamówiony bus przyjechał na czas i… wtedy zapaliła mi się ostrzegawcza lampka. Kierowca nie za bardzo wiedział gdzie ma jechać (sic!), a jego nawigacja nie znajdowała Buczyńca. Ufff… ładujemy się i w drogę. Nawigujemy komórkami, czas ucieka, las gęstnieje, droga robi się wyboista. Żyłka na skroni mi pulsuje. Jedziemy, wygląda na to, że damy radę. Dojeżdżamy. Naszym oczom ukazuje się piękna tablica z nazwą miejscowości: Buczyniec . Yes, yes, yes…. :D

Tylko gdzie ta pochylnia? Gdzie ten statek? Telefon na przystań. Ufff… to nie tu… błądzimy dalej… znów las, krzaki i jeszcze gorsza leśna droga. Czy droga nie skończy się zaraz na ślepo? Ufff… jest asfalt… Dojechaliśmy. Hurrra….

Statek odpłynął 10 min temu :( Kapitan portu nie mógł wyjść ze zdumienia, jak mogliśmy tak długo jechać z Malborka. Kanał Elbląski wita… niezły kanał…

Ale, daliśmy radę. Udało się załatwić, że zaokrętujemy się na kolejnym statku. Miła Pani z Żeglugi Ostródzko-Elbląskiej zgodziła się nas na nim upchnąć. Będzie ciaśniej, ale… będzie. Odetchnąłem z ulgą… i właśnie wtedy, gdy nerwy odpuściły, kupiłem…

Mój zajebisty kapelusz…

Odreagowałem. Nie miałem czapeczki, a cały dzień na słoneczku mnie czekał. Kupiłem więc kapelusz… Nie taki zwykły, taki niesamowicie żarówiasty… No, cóż czasami człowiek chce być trochę ekstra… ekstrawagancki, co nie ;)

Rety… jak ja smutno na tym zdjęciu wyglądam ;). Ufff… czasu na fotoszopa brakuje – niech już tak zostanie, he… he…

Ale kapelusz fajny, czyż nie? ;)

Kanał Elbląski z wody

Płyniemy. Mówiłem już, że słoneczko świeciło przepięknie? Mówiłem? No to powtórzę… Na pokładzie przywitał nas bardzo wesoły kapitan. Opowiadał chwilkę o kanale, stateczku i sypał dowcipem jak z rękawa… (szacun) bo to trudne było, bo miał koszulę z krótkim rękawem ;). A potem puścił nam nagranie, które szczegółowo omawiało historię budowy kanału i inne takie. Dla poliglotów było też po angielsku i niemiecku. Ja mam doskonałą pamieć, lecz krótką więc… nic już z tego nie pamiętam, ale jeśli Cię to zaciekawiło zajrzyj tutaj.

Statkiem po trawie - Kanał Elbląski
Statkiem po trawie

Płyniemy. Płyniemy. Dookoła przyroda. Zielone łąki i pola. Trochę drzew. W końcu dopływamy do pochylni. Stateczek wjeżdża, a właściwie to wpływa, na specjalny wózek i z górki na pazurki… ojojojo… nie tak prędko. „Najpierw powoli jak żółw ociężale, ruszyła maszyna po szynach ospale” i… jak ruszyła tak też powoli popędziła ;). No i jak sobie wymarzyłem, płynąłem statkiem po trawie :D

Czas płynął niczym kanał. Powoli. Z lewej strony krajobrazy. Po prawej stronie krajobrazy. Z przodu kanał. Z tyłu kanał. Czas w sam raz by wypocząć, popatrzeć, pomyśleć… o wszystkim i o niczym…. sielsko, czarodziejsko…

A co tam słychać pod pokładem?

Pod pokładem słychać zimne piwo i lody. Herbatę też słychać. A nawet kawę. Co kto lubi… Jak dla mnie w upalny, czerwcowy dzionek, cytrynowy, taki prosto z lodówki Radler to poezja w przełyku ;). Pod pokładem słychać też lekki pomruk silników i duży gwar osób, które ukryły się tu przed słońcem. 

A co widać pod pokładem. Widok jest fajny… bo siedzi się na poziomie wody, więc widać jak statek pruje naprzód. Hmmm… z tym pruciem to bym może nie przesadzał. Statek nie pędzi jak motorówka. Raczej majestatycznie płynie niczym biały łabędź (wooow, ale mi porównanie wyszło). 

Remonty, remonty, remonty…

Hmmm… myślałem, że remonty bywają tylko na drogach, a tu okazuje się, że remontowany jest kanał. W szczególności to nie sam kanał, ale pochylnia… parafrazując: jak pochylnia jest do d… to cały kanał jest do d… ;). Nie dopłynęliśmy więc do Elbląga, ale… zrobiliśmy zwrot przez prawą burtę i z powrotem ;). Mieliśmy więc bodajże 6 pochylni w cenie 3 he… he… 

Ogólnie Kanał Elbląski jest fajny. Warto go zobaczyć, bo nie zawsze można płynąć po zielonej trawie statkiem. Tak właściwie to nie można ;), bo taki kanał jest jedyny w Polsce, a nawet w Europie, mógłbym nawet przyjąć, że na świecie, że o galaktyce nie wspomnę, ale… to mogłaby być już przesada :).

Cała trasa dosyć się dłużyła. Barek pod pokładem to doskonały pomysł ;). Szkoda, że nie udalo nam się dopłynąć do samego Elbląga, ale… coż to leczenie kanałowe pochylni he, he, he

komentarzy

  • Dorota

    Ahoj. W kapelutku neonowym wyglądasz lansiarsko;). A damskie były? Też bym nabyła. Dla opiekuna grupy to fajny „znak rozpoznawczy”. Co do Kanału Elbląskiego to jadę, jadę i nie mogę dojechać:). Wiele o nim słyszałam nawet to, że jest unikatem na skalę światową, choć pierwowzorem była konstrukcja zza oceanu. Może w przyszłym roku dotrę:).

    Reply to Dorota
    • Post authorDarek Malinowski

      Takie kapelutki są gender, znaczy koedukacyjne ;)

      Reply to Darek Malinowski

Comments & Reviews

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

CommentLuv badge

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.